Od roku 2004, kiedy to Polska stała się członkiem Unii Europejskiej, mamy możliwość podróżowania i łatwiejszych kontaktów między ludzi i firmami. To „otwarcie” oznacza również, że inni mogą ze swoimi firmami i produktami pojawić się u nas. Efektem jest bogactwo kominkowych produktów na polskim rynku i polskie kominki w greckich czy francuskich domach. Przeszkoleni u najlepszych europejskich producentów polscy kominkarze i zduni swoją wiedzę przekazują polskim klientom w realizacjach, które poziomem nie ustępują tym z Monachium, Marsylii czy Mediolanu.

Miałem nadzieję, że po wielu latach szkoleń i warsztatów branżowych wysoki poziom wiedzy i umiejętności zduńskich i kominkarskich dotyczy nie tylko wąskiej grupy, ale jest równomiernie po kraju rozłożony. W końcu przecież, jak Polska długa i szeroka, nie tylko w stolicy spotykamy szyldy „Kominki”, a baza danych Świata Kominków zawiera pewnie z 1500 firm ze wszystkich województw.

Zaczynam jednak wątpić, gdy na kominkowych forach widzę wpisy „poszukujących” wykonawców kominka czy pieca, chociaż w ich pobliżu z pewnością jest nie jedna, ale kilka kominkowych firm! Rozumiem, że ci ludzie dotąd o kominkach nie myśleli, szyldy kominkowych firm ignorowali i dopiero teraz, gdy budują lub remontują dom, kominkowy temat „załapali”. Rozumiem też, że internet daje im szansę wygodnych poszukiwań, nawet w pidżamie, nawet w niedzielne popołudnie, nawet w godzinach pracy. Internet daje też możliwość kontaktów z kilkoma potencjalnymi wykonawcami i równocześnie zdalnej negocjacji ceny, a także… wylogowania się, gdy ustalenia nie idą po myśli. Takie jest zbójeckie prawo klienta, który zawsze ma rację, i internetu, który niczym pieniądz z filmu nigdy nie śpi.

Jednak najbardziej dziwi mnie łatwość i szybkość reakcji kominkowych firm na te często anonimowe, co do osoby i miejsca, zapytania. Dziwi mnie też łatwość podejmowania bliżej nieokreślonych prac, na nieznanym terenie, u nie widzianego fizycznie zleceniodawcy. Banki wręcz przed takimi sytuacjami ostrzegają swoich klientów. Czyżby kominkarze i zduni nie mieli w swojej okolicy klientów? Gdy przeglądam internetowe „dyskusje” zdunów i potencjalnych klientów, to zwykle chodzi o kilkaset kilometrów, ale to przecież wciąż kilkaset kilometrów, opłaty drogowe i co najmniej kilka godzin na dojechanie plus drugie tyle na powrót. Czy nie lepiej ten czas zamiast za kierownicą spędzić z rodziną?

Jasne, że są firmy oferujące specyficzne produkty i równie indywidualny zakres usług, i które będą z tego powodu latały do klientów odległych nawet o tysiące kilometrów. Również w branży zduńskiej są takie. Czy jednak w przypadku popularnego narożnego wkładu kominkowego i typowego, jak z kopiarki, prostopadłościennego kominka ma to sens? Nawet jeśli trafi się na klienta, który taką „delegację” opłaci, to przecież sprzedaż towaru i wykonanie usługi wiąże się z ryzykiem poprawiania ewentualnych usterek i napraw gwarancyjnych. Nawet wymiana uszkodzonej klameczki czy doklejenie płytki oznaczać może kolejne setki kilometrów i wiele godzin jazdy, za które już klient z pewnością nie zapłaci. A odpowiedzialność za produkt i wykonaną usługę trwa przecież kilka lat! Wydaje mi się, że – jak wspomniałem wyżej – jest na tyle dużo niezłych firm kominkowych w całym kraju, że typowe zamówienia są one w stanie wykonać w promieniu nie setek, a kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów, i zapewnić później sprawny serwis gwarancyjny i pogwarancyjny. Jednak potencjalny klient, dotąd nieświadomy, musi wiedzieć, że kominkowa firma jest tuż, tuż…

Nie warto liczyć na to, że koledzy z branży, którzy gotowi są pokonać setki kilometrów, odstąpią dobrowolnie cenny kontakt. Internet to „teren łowiecki” dostępny dla wszystkich, również dla tych, którzy nie znają TWOJEGO przecież powiatu, TWOICH uliczek i okolicznych wsi.

Co robić? Po prostu zamiast ograniczać się wyłącznie do aktywności w internecie, trzeba wykonać bardziej starannie działania zmierzające do zauważenia nas, naszych produktów i usług w NASZEJ okolicy, na NASZYM terenie. Jest wiele sposobów, od obecności na lokalnych targach, wpisów w lokalnych gazetkach czy nawet w bazie danych Świata Kominków, prowadzonej województwami.

Zdobywając zatem wiedzę o produktach na zagranicznych targach i szkoląc się u dobrych producentów, warto sprzedawać i wykonywać usługi lokalnie. To nie chaotyczna i impulsowa ekspansja na tereny nam niemal nieznane i „zasiedlone” przez innych, która daje krótkotrwałe i wątpliwe korzyści, ale lokalni klienci zapewniają stabilność prowadzenia działalności przez wiele lat. A przecież tak właśnie chcemy prowadzić i rozwijać naszą kominkową firmę.

Witold Hawajski