Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Zebrała i opracowała Aldona Mazurkiewicz

Na początku lipca na stronach Rządowego Centrum Legislacji opublikowany został projekt rozporządzenia resortu klimatu i środowiska w sprawie szczegółowych cech jakościowo-wymiarowych drewna energetycznego. Zgodnie z propozycją, tylko surowiec drzewny o obniżonej wartości i cechach uniemożliwiających jego przemysłowe wykorzystanie może być uznany za drewno energetyczne. Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego w przesłanym PAP stanowisku podkreśliła, że jest zaniepokojona propozycją Ministerstwa Klimatu i Środowiska. „W naszej ocenie definicja drewna energetycznego zaproponowana przez Ministerstwo w żaden sposób nie będzie chroniła pełnowartościowego drewna przed spalaniem” – wskazano.

Jednym z postulatów Izby jest zaostrzenie proponowanych parametrów drewna energetycznego w taki sposób, aby tylko surowiec, który naprawdę nie nadaje się do przerobu przemysłowego, mógł być spalany w energetyce. Według Izby, przepisy powinny być również tak zmienione, aby energetyce po prostu nie opłacało się spalać drewna i traktować je jako OZE.

PIGPD przekazała, że według jej szacunków, rocznie w energetyce przemysłowej w Polsce może być spalanych od 1,5 do 3 mln metrów sześciennych drewna okrągłego.

BC, żródło: PAP

Setki pomp ciepła pochodzących spoza Unii Europejskiej zostało niedopuszczonych do sprzedaży na polskim rynku z powodu niespełniania obowiązujących wymagań bezpieczeństwa. Takie są efekty kontroli tych urządzeń grzewczych, którą przeprowadził UOKiK wraz ze skarbówką. Na 564 sprawdzonych pomp ciepła produkowanych poza UE, aż 94% nie spełniało norm.

Niebezpieczne pompy ciepła

Aż 94% przebadanych modeli pomp ciepła miało różnego rodzaju nieprawidłowości, choć głównie dotyczyły one dokumentacji – braku lub nieprawidłowo sporządzonych deklaracji zgodności UE czy kart informacyjnych produktów. Sprawdzano też etykiety efektywności energetycznej, karty informacyjne produktu, dokumentację techniczną i oznakowanie CE.

Po skontrolowaniu 564 urządzeń pochodzących spoza UE okazało się, że tylko 39 sztuk spełniało obowiązujące w Polsce normy bezpieczeństwa i mogły zostać dopuszczone do obrotu. Kolejne 62 pompy zostały dopuszczone dopiero po uzupełnieniu dokumentacji. W przypadku aż 463 urządzeń ich importerom nie udało się dopełnić formalności i zostały zatrzymane na granicy.

Jacek Brzeźnicki


W ostatnich latach na znaczeniu zyskały pompy ciepła, jako skuteczne i niezależne, choć drogie źródło ogrzewania w domu. Naukowcy z Politechniki Warszawskiej pracują nad rozwiązaniem, które skutecznie może je zastąpić, a do działania będzie potrzebowało… alkoholu syntetycznego, czyli po prostu bimbru.

Projekt brzmi bardzo ciekawie, bo mówimy o prototypie tzw. jednostki kogeneracyjnej, a więc wytwarzającej jednocześnie energię elektryczną i ciepło. Urządzenie miałoby kosztować kilkanaście tysięcy złotych, a możliwe byłoby wykorzystanie różnych paliw, w tym płynnych i biopaliw. Byłoby więc to rozwiązanie samodzielne i ekologiczne zarazem.

Jest jednak pewne „ale”. Jak pewnie się domyślacie, aby projekt wszedł w życie na rynku konsumenckim, potrzebna będzie zmiana przepisów, aby generator OZE, jakim jest MCeFC, można było wprowadzić do systemu prosumenckiego, czyli tego, który obecnie funkcjonuje w przypadku przydomowych instalacji fotowoltaicznych.

Rafał Rudnicki


W 2030 roku będziemy dopłacać nawet 560 zł do każdej tony zakupionego węgla opałowego lub ekogroszku. Dodatkowy roczny koszt netto ogrzewania budynku, o przeciętnym zużyciu węgla do celów grzewczych, o powierzchni 100 m2 wyniesie 1905 zł. A to dopiero początek rosnących kosztów związanych z wprowadzeniem opłaty ETS2 od ogrzewania domów węglem.

Polska jest jednym z krajów, gdzie najdotkliwiej odczujemy wprowadzenie ETS2. Ze względów klimatycznych należymy do grona państw z zapotrzebowaniem na ciepło przekraczającym średnią unijną. Mamy też najwyższe w Europie wykorzystanie węgla, będącego najbardziej emisyjnym paliwem, do ogrzewania budynków mieszkalnych. Najwyższe koszty systemu ETS2 będą ponosili mieszkańcy najstarszych, nieocieplonych budynków jednorodzinnych.

Jak podkreślają autorzy raportu „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków”, gwałtowny wzrost cen za ogrzewanie domów odczujemy dwukrotnie – po uruchomieniu ETS2 w 2027 roku i w 2030 roku – po połączeniu się ETS1 i ETS2.

Jak będą rosły opłaty emisyjne CO2 od 2028 roku w Polsce?

Komisja Europejska już w 2028 roku przewiduje wzrost cen powyżej pierwotnie zakładanego pułapu 45 euro za tonę, do poziomu 50 euro. Po połączeniu systemów ceny uprawnień do emisji z ETS2 zrównają się z cenami ETS1 (średnia cena w 2023 r. to 83,85 euro), a gospodarstwa domowe oraz małe przedsiębiorstwa będą konkurować o zakup ograniczonej liczby uprawnień do emisji z elektrowniami, hutami czy cementowniami.

Ziszczenie tego scenariusza doprowadzi do sytuacji, w której część z obywateli może być zmuszona do rezygnacji z własnych środków transportu i obniżenia standardów termicznych swoich mieszkań – podkreślają autorzy raportu „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków”.

O ile więcej będziemy płacić za ogrzewanie domu węglem z powodu emisji CO2? Jak czytamy w raporcie, dla przeciętnej polskiej rodziny (statystycznie średniej na bazie danych GUS) skumulowany dodatkowy koszt ETS2 w przypadku ogrzewania węglem, to odpowiednio 10 311 i 39 074 zł w latach 2027-2030.

Sam policz, o ile wzrosną opłaty za ogrzewanie domu węglem przez podatek ETS

Na stronie www.ets2koszty.pl udostępniony został kalkulator, który w oparciu o indywidualne zużycie paliw umożliwi każdemu z nas samodzielne obliczenie kosztów związanych z emisjami (zarówno dla węgla, jak i gazu ziemnego), jakie będzie musiał ponieść każdy z nas.

Tak czy inaczej czeka nas wymiana pieców na węgiel i ekogroszek, ponieważ Ministerstwo Klimatu i Środowiska, zgodnie z najnowszymi wytycznymi KPEiK, w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców chce wycofać ogrzewanie tymi paliwami do 2030 roku.

Radosław Zieniewicz


Technologia zatłaczania dwutlenku węgla pod ziemię ma pomóc w walce ze skutkami jego emisji. Polski potencjał szacuje się na 12,3-15,6 mln ton. To umożliwia składowanie CO2 z przemysłu przez 830 lat, a z elektrowni i elektrociepłowni przez 100 lat – wynika z raportu PIE, który portal money.pl publikuje jako pierwszy.

Metoda zatłaczania dwutlenku węgla pod ziemię, czyli CCS (ang. Carbon Capture Storage), ma być jednym z rozwiązań w ramach walki ze szkodliwymi skutkami emisji CO2. Chociaż technologia wciąż budzi sprzeciw ekologów, którzy widzą w niej „tykającą bombę ekologiczną”, to w kolejnych krajach Unii Europejskiej staje się ona coraz popularniejsza. Składowiska buduje m.in. Chorwacja, Holandia, Wielka Brytania, Dania czy Norwegia.

„Przygotowujemy w tej chwili mapę drogową dla wprowadzenia technologii wychwytywania i składowania dwutlenku węgla, która umożliwi cementowniom, a także hutom, zakładom chemicznym czy rafineriom wychwytywać emisje i zatłaczać je pod ziemią. Będzie to niezbędne dla ich funkcjonowania. Inaczej grozi im zamknięcie” – tłumaczy Krzysztof Bolesta, wiceminister klimatu.

Polska jest jednym z największych emitentów CO2 w całej UE. Rocznie z naszego kraju do atmosfery trafia aż 130 mln ton tego gazu. Mimo że technologia CCS wciąż jest bardzo kosztowna, z czasem staje się bardziej opłacalna, niż kupowanie praw do emisji CO2.

„Planowane lokalizacje obejmują Gdańsk, Szczecin, Płock, Radom, Konin, Piotrków Trybunalski, Opole i Górażdże. Instalacje te mogłyby wychwytywać do 96,5 mln ton CO2 rocznie, co stanowiłoby 19-29% krajowej emisji gazów cieplarnianych w 2021 roku” – czytamy w opracowaniu PIE.

Istnieją obawy, że zatłaczany pod ziemię dwutlenek węgla może rozpuszczać niektóre rodzaje skał i przedostawać się do podziemnych wód, skażając je, oraz wydostawać się na powierzchnię ziemi. Może on być również przyczyną eksplozji i trzęsień ziemi. Poza tym część naukowców wskazywała również na inny problem – wychwytując CO2 z atmosfery, automatycznie redukujemy również ilość tlenu (z każdą toną wychwyconego z atmosfery CO2 usuwamy 2,7 tony tlenu).

Przemysław Ciszak


Rząd ma zamiar lobbować w Brukseli za zmianami w unijnym pakiecie Fit for 55, a także wykorzystać okres przyszłorocznej prezydencji w Radzie UE do odsunięcia w czasie i zrewidowanie zielonej polityki UE, generującej ogromne koszty (ETS2, Zielony Ład i generalnie cały pakiet Fit for 55). 

Co chce zmienić polski rząd

Na czym miałyby polegać modyfikacje, o które polski rząd mógłby zabiegać? Obecnie chodziłoby o dwie kwestie. Pierwsza, to odsunięcie w czasie wejścia w życie systemu handlu emisjami ETS2, który ma objąć transport i mieszkalnictwo od 2027 roku; rząd postuluje opóźnienie tego terminu o rok lub dwa lata. Druga sprawa – to uwzględnienie różnych „punktów startu” poszczególnych krajów członkowskich i wyznaczenie im indywidualnej ścieżki dochodzenia do określonych celów klimatycznych.

„Można różnie to kształtować, obecne założenie ETS2 jest takie, że przez pierwsze dwa lata maksymalna stawka za wyemitowanie tony CO2 przez budynki mieszkalne wyniesie 45 euro. To dla nas nie do przyjęcia, zwłaszcza że ciągle mamy około 3 mln gospodarstw domowych, dla których te zmiany oznaczają podwyżki o 50%. To nie do zaakceptowania” – słyszymy w rządzie. Kolejny nasz rozmówca zauważa, że maksymalny poziom cen emisji w ETS2, jaki jest przez Polskę do przyjęcia, to około 20 euro. 

W zeszłym tygodniu opublikowany został raport autorstwa Wandy Buk, wiceprezes PGE w latach 2020-2024, a wcześniej wiceminister cyfryzacji w rządzie PiS, oraz Marcina Izdebskiego z Fundacji Republikańskiej, wcześniej dyrektora w Ministerstwie Aktywów Państwowych, z którego wynika, że wskutek wejścia w życie systemu ETS2, przeciętna polska rodzina, która ogrzewa dom gazem, będzie musiała dodatkowo wyłożyć w latach 2027-2030 łącznie 6,3 tys. zł, a w latach 2027-2035 łącznie już ponad 24 tys. zł. Z kolei w przypadku węgla dodatkowe wydatki wzrosną o 10,3 tys. zł w pierwszym okresie i o około 39 tys. zł w okresie późniejszym.

Tomasz Żółciak, Grzegorz Osiecki