Zebrała i opracowała Aldona Mazurkiewicz

Firma Polar Night Energy buduje gigantyczną „baterię piaskową”. Na jednym ładowaniu będzie ona w stanie ogrzać 5-tysięczne miasto. I to przez miesiąc. Finowie pracują nad nowatorskim projektem, który ma szansę zrewolucjonizować energetykę cieplną. Tamtejszy start-up ogłosił, że uruchomi tzw. baterię piaskową, która ma zasilać miasto Pornainen w południowej części kraju – podaje serwis TheNextWeb. Innowacyjny system – wedle założeń – ma umożliwić zmniejszenie całkowitego zużycia ropy naftowej w sieci ciepłowniczej tej miejscowości, redukując jednocześnie emisję gazów cieplarnianych o 70%.

Jak ona działa? Ładuje się ją za pomocą odnawialnych źródeł energii – w wietrzny lub słoneczny dzień. Wówczas energia elektryczna zasila grzejnik, który przesyła gorące powietrze rurociągiem do gigantycznej, izolowanej kadzi wypełnionej piaskiem. Ten następnie jest podgrzewany do temperatury 600 stopni Celsjusza. Inżynierowie z Polar Night Energy twierdzą, że w ten sposób energię można magazynować tygodniami, a nawet miesiącami, a w razie potrzeby specjalny akumulator „rozładowuje” gorące powietrze na żądanie. W ten sposób można podgrzewać wodę i dostarczać ogrzewanie gospodarstwom domowym.

Budowa takiej instalacji w Pornainen ma potrwać nieco ponad rok – będzie miała 13 m wysokości i 15 m szerokości. Fiński start-up zaznacza, że „bateria” dostarczy latem miastu ciepła na cały miesiąc, zaś zimą – na tydzień. Warto zaznaczyć, że wypełnienie baterii to nie typowy piasek, a kruszony steatyt, produkt uboczny przemysłu budowlanego.

Michał Duszczyk


Czysta energia generowana w przestrzeni kosmicznej i przesyłana na powierzchnię Ziemi to od lat marzenie wielu naukowców. Do niedawna takie projekty wydawały się jedynie wytworem twórców literatury science-fiction. Jednak w ostatnich latach – ze względu na postępujące zmiany klimatu – przyspieszono prace technologiczne nad tym projektem energetycznym i stoimy u progu stworzenia swoistych elektrowni słonecznych na orbicie okołoziemskiej. Brytyjski start-up właśnie ogłosił osiągnięcie kolejnego ważnego etapu rozwoju tej futurystycznej technologii. Pomysł polega na tym, aby w przestrzeni kosmicznej umieścić gigantyczne panele słoneczne, które w sposób ciągły i stabilny będą odbierać strumień promieniowania elektromagnetycznego z powierzchni naszej gwiazdy, a następnie zebraną energię bezprzewodowo przesyłać na powierzchnię naszej planety, gdzie będzie ona przekształcana na prąd elektryczny.

Jeszcze dziesięć lat temu stworzenie takiej instalacji w przestrzeni kosmicznej było nie tylko trudne, ale przede wszystkim niezwykle kosztowne. Rewolucja, jaką zapoczątkowała firma SpaceX, tworząc rakiety wielokrotnego użytku, sprawiła, że koszty wynoszenia ładunków na orbitę okołoziemską znacząco spadły. To z kolei oznacza, że teraz wyniesienie paneli słonecznych na orbitę stało się znacznie tańsze, a tym samym budowa elektrowni słonecznej w przestrzeni kosmicznej stała się opłacalna. Planowane jest umieszczenie na orbicie okołoziemskiej satelity o średnicy jednego kilometra, która będzie wyposażona w potężny zestaw paneli fotowoltaicznych oraz zwierciadeł. Urządzenie to będzie generowało prąd elektryczny, który następnie będzie zamieniany w fale radiowe wysokiej częstotliwości i w tej postaci za pomocą specjalnego nadajnika przesyłany do odbiornika znajdującego się na powierzchni Ziemi. Szacuje się, że taki satelita może generować absolutnie czystą energię w skali gigawatów.

Radek Kosarzycki


Sądziłem, że osoby przygotowujące program funkcjonowania energetyki mają taki model przygotowany. Okazało się jednak, że myślenie o stołkach przysłoniło potrzeby.

Model funkcjonowania energetyki musi być – skorelowany z modelem ekonomicznym państwa. Dochodzenie do niego musi być etapowe, ale nie może przekroczyć aktualnej kadencji władzy. Musimy z całą otwartością i uczciwością przekazać odbiorcom energii informacje o sytuacji energetycznej i związanymi z tym zmianami cen za energie. Mogą być preferencje cenowe dla wąskiej grupy odbiorców przez wprowadzenie taryfy socjalnej, ale jej koszty musi pokrywać budżet a nie energetyka. Pozyskane duże środki europejskie na finansowanie transformacji energetyki pozwolą na realizacje programu rekonstrukcji i złagodzenie oporu zwolenników obecnego modelu.

Opowiadanie o rozwoju OZE i energetyki jądrowej przysłoniło temat zbilansowanie potrzeb energetycznych w ciągu najbliższych 3-6 lat. Grozi nam deficyt energii. Chcemy rozwijać indywidualne ciepłownictwo w oparciu o energie elektryczna (pompy ciepła, grzejniki elektryczne) nie uwzględniając barier energetycznych w postaci braku energii w systemie i braku zdolności przesyłowych.


Bruksela chce wyeliminować piece i kotły, które wykorzystują paliwa kopalne. Europarlament i Rada Unii Europejskiej zawarły już nieformalne porozumienie w tej sprawie, które wkrótce powinno zostać ostatecznie potwierdzone. Zgodnie z tym porozumieniem czeka nas ostatnie kilkanaście lat z piecami na gaz.

Wycofanie kotłów na gaz (i inne paliwa kopalne) w krajach Wspólnoty ma nastąpić ostatecznie do 2040 roku, ale pierwsze obostrzenia pojawią się wcześniej. Tak zakłada porozumienie Parlamentu Europejskiego i Rady UE z 7 grudnia 2023 roku w sprawie nowelizacji dyrektywy dotyczącej charakterystyki energetycznej budynków (EPBD). Jak czytamy, najszybciej zmiany dotkną budynków publicznych. Obiekty te mają stać się zeroemisyjne już w 2028 roku. Z kolei w 2030 roku ten sam obowiązek będzie dotyczył wszystkich nowo wznoszonych budynków mieszkalnych.

„W przypadku budynków mieszkalnych państwa członkowskie będą musiały wprowadzić rozwiązania prowadzące do redukcji średniego zużycia energii pierwotnej o co najmniej 16% do 2030 roku i o co najmniej 20-22% do roku 2035” – podaje Europarlament.

Już w 2025 roku państwa członkowskie nie będą mogły oferować dopłat do zakupu samodzielnych kotłów na paliwa kopalne. Wsparcie finansowe będzie możliwe tylko w przypadku hybrydowych systemów grzewczych, czyli łączących kocioł z instalacją solarną lub pompą ciepła. Grudniowe porozumienie między Europarlamentem a Radą UE ma charakter nieformalny i musi jeszcze zostać oficjalnie zatwierdzone przez obie te instytucje.


Z Bogdanem Warchołem, ekspertem rynku biomasy, o czynnikach determinujących wahania na tym rynku w ostatnich latach, rozmawia Beata Klimczak. 

Doskonale pamiętamy czas tych kilku miesięcy, kiedy „w kosmos” wystrzeliły ceny pelletu drzewnego, a potem spadły. Ten rynek sporo wówczas stracił w kontekście zaufania społecznego. 

To prawda, ale wówczas wiele działo się na całym rynku drzewnym. Niestety, początek roku 2024 to praktycznie kontynuacja scenariusza z końca roku 2023. Recesja w przemyśle drzewnym się pogłębia. Drewno sprzedaje się w Lasach Państwowych po cenach wywoławczych. Rośnie import drewna z Niemiec. Ceny CO2 spadają do rekordowo niskich poziomów – 55 EUR/tonę. Ceny biomasy spadają w okolice kosztów jej wytworzenia. Ciepła zima zmniejsza zapotrzebowanie, co dodatkowo zwiększa nadwyżkę biomasy i drewna w lasach. Mamy sytuację patową, jest nadwyżka biomasy i drewna, a mimo to Lasy Państwowe nie chcą obniżać ceny, natomiast energetyka nie chce podwyższyć cen za biomasę. Dodatkowo energetyka musi dokonać remontów kotłów, które były odkładane.

A potem zaczął realizować się scenariusz dość łatwy do przewidzenia.

Bankructwa producentów biomasy, niewykonane umowy na dostawy na rok 2024, kary umowne itp. Bardziej zacięci i przewidujący jakoś przetrwali, bo nie skusili się na kontrakty poniżej ceny produkcji na 2024 rok. Jednak na przełomie 2024 i 2025 roku możemy się spodziewać lekkiego ożywienia w branży drzewnej, z jednoczesnym ograniczeniem pozyskania drewna w Lasach Państwowych. Zatem znowu zabraknie biomasy, a jej ceny poszybują.