Szukasz kominka? Może zamiast nowego piecyka czy wkładu z salonu wybrać egzemplarz „używany” ? A może używany z prywatnego importu?

Polacy kochają używane auta z importu, nie tylko z krajów UE ale nawet zza oceanu, z USA czy Japonii a liczba importowanych „używek” jest dwa razy większa od aut nowych. Podobnie sprawy wyglądają z mieszkaniami i domami z tzw. rynku wtórnego. Tam trafiają się doskonałe lokalizacje w centrum a nie na podmiejskich łąkach i tam robi się najlepsze interesy. Wprawdzie trudno porównywać rynek samochodowy, mieszkaniowy i rynek urządzeń grzewczych, szczególnie kominków a jednak i tutaj obserwować można dynamiczny wzrost zainteresowania pochodzącymi z „drugiej ręki” czy raczej z „drugiego komina” wkładami kominkowymi piecykami i kuchenkami „angielkami” a nawet kaflowymi piecami i kuchniami! Branża „kominkowa” jest specyficzna i nie ma tutaj tak precyzyjnych jak w przypadku aut liczb sprzedanych nowych urządzeń. Producenci i importerzy są bardzo oszczędni w podawaniu tych danych nawet branżowemu magazynowi a CEEB, Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków, gdzie takie dane być powinny jest niepełna i tak skonstruowana, że trudno dojść obserwatorowi co jest nowym urządzeniem a co jest funkcjonującym od lat ale teraz dopiero dopisanym do listy by… dostać dodatek węglowy. Tym niemniej można przyjąć,, że piecyków i wkładów kominkowych sprzedaje się w Polsce 80-100.000 egzemplarzy rocznie. Liczba piecyków i wkładów z importu jest z pewnością znacznie mniejsza ale jest to już ilość zauważalna…

Jak wspomniałem, od kilku lat wzrasta liczba proponowanych do sprzedaży używanych urządzeń. Na portale ogłoszeniowe oraz popularne fora zduńskie i kominkowe trafia coraz więcej ofert sprzedaży piecyków żeliwnych , wkładów kominkowych czy kuchenek typu „angielka” ewidentnie pochodzących z importu. Niektóre wydają się być liczącymi sto lat zabytkami ale większość ma niemal polski wiek emerytalny . Trafiają się w ogłoszeniach egzemplarze starannie odrestaurowane , kompletne wprawdzie ale po wieloletniej intensywnej eksploatacji ale też bywa zwyczajny złom żeliwny. Jednym słowem wszystko co kiedyś grzało niemieckie, holenderskie czy norweskie domy.

Niemiec nie płakał jak sprzedawał

W wielu krajach prowadzona jest od lat polityka wymiany starych urządzeń grzewczych tak by pozostały tylko te , które np. w przypadku Niemiec spełniają wymogi BiMSchV .Często te wymiany są dotowane na różne sposoby ale zwykle trzeba stare urządzenie wyłączyć z eksploatacji lub po prostu złomować. I takie właśnie egzemplarze głównie trafiają do Polski.

Kochajmy stare piecyki ale… rozważnie

Z jednej strony faktem jest, ze kiedyś, zanim w firmach zaczęli rządzić księgowi budowano porządne, trwałe urządzenia. Pamiętam początki mojej kominkowej działalności na początku lat 90 tych XX wieku i niezniszczalne modele, które wtedy sprzedawałem…FABRILOR, CHEMINES DE LA CHENAIE, RENE BRISACH czy DEVILLE a nawet pierwsze SPARTHERMY…A przecież produkty MORSO, JOTUL czy DOVRE jakie trafiają do Polski są zwykle znacznie starsze,więc chyba…jeszcze lepsze?!

Bo stare nie musi być złe, dotyczy to i ludzi i produktów. Taki jest też , oprócz ekonomicznego m.in. powód mojej „miłości” do nastoletnich… samochodów. A i tak jestem skromnym w zbieraniu „staroci” bo jeden z moich znajomych jeżdzi tylko Mercedesami, modelem jest W 124 , który opuszczał fabrykę pod Stuttgartem w latach 1984- 1993 i nie zamieni ich na nic nowszego , nawet z dopłatą! Na tym tle nie dziwmy się zainteresowaniem starszymi wiekiem kominkami.

Jakiś czas temu w laboratorium zbadano w realnych warunkach starszy model polskiego wkładu firmy Hajduk i okazało się, że jego parametry do dzisiaj wcale nie kwalifikują go jako „truciciela” i sprawcę smogu a wprost przeciwnie!!!

Sentyment sentymentem ale prawo jest prawem…I to prawo europejskie a również polskie stanowi , że wszystkie wprowadzane do obrotu na terminie UE piecyki i wkłady kominkowe od 1 stycznia 2022 powinny spełniać wymogi tzw. dyrektywy EKOPROJEKT. Niestety, w przeciwieństwie do aut, tutaj „żółtych tablic” dla weteranów polskie przepisy nie przewidziały. Na niektórych terenach ( Kraków) spełniania wymogów Ekoprojekt wymagano nawet … przed czasem !

Wartościowe egzemplarze mogą trafiać do muzeum lub stanowić regalik na książki, podstawę pod kwiatek czy legowisko dla kota ale o ich eksploatacji należy zapomnieć. O kaflowych piecach i kuchniach „do rozbiórki” nie zapomniałem, będzie o nich inny tekst. I chociaż serce kominkowego entuzjasty mnie boli to wszyscy potencjalni poszukiwacze kominkowych staroci w celach ich dalszej eksploatacji usłyszą ode mnie „NIE’ I to samo powinni usłyszeć od ludzi z branży, zamiast setek podpowiedzi i dobrych rad wyssanych często z palca. Prawo, nawet skonstruowane nieudolnie jest jednak prawem obowiązującym. Kiedy je tworzono branża kominkowa była nieobecna a teraz na jego zmianę branża , chociaż świadoma problemu, raczej sil i środków czy jak to się niekiedy w polityce mówi „szabel” nie posiada. Poza tym, jest obecnie tak wielki wybór Nowych, zarówno piecyków jak i wkładów kominkowych jakiego nie pamiętam od lat 30-tu ! Na polski rynek trafiają dobrej jakości polskie produkty ale tez wiele marek europejskich i tych znanych i tych bardzo niszowych a ich ceny zaczynają się od 1.500-2.500 złotych. Drogo? Tyle potrafi kosztować JEDNA opona do modnego SUV’a, a również modny IPhone 15 PRO kosztuje około 5,000 złotych i jakoś nikt nie narzeka.. Stare urządzenia to nawet w przypadku muzeum produkt dla cierpliwych znawców , niekiedy kosztowny w doprowadzeniu do dobrego stanu. W nowych produktach jest serwis, jest gwarancja i jest przede wszystkim wymagany prawnie EKOPROJEKT. Papierek „Ekoprojektu” ważniejszy od starego , dobrego piecyka? Niestety tak się porobiło.

Muzealnikom – entuzjastom zostawmy ich „działkę” , wszystkim pozostałym, przeciętnym amatorom doradzam odwiedzanie kominkowych salonów i tam wybieranie wymarzonych kominków…

Witold Hawajski

redaktor naczelny magazynu Świat Kominków